(1kB)
(2kB) Problem zadany przez naturę... c.d.

Czym innym jest jednak rozwiązanie problemu o naturze "bulderu", a czym innym potraktowanie kawałka skały jako drogi wspinaczkowej. W tych pierwszych czynnik bezpieczeństwa, a co za tym idzie asekuracji, jest drugorzędny. Na niewysokich kamieniach można z niej zrezygnować w ogóle, na dłuższych odcinkach zabezpieczyć się można górną asekuracją, w wypadku większości naszych skał będzie to "wędka". Przy drodze wspinaczkowej podstawą będzie przejście drogi, przy jednoczesnym asekurowaniu się w trakcie wspinaczki. Mam nadzieję, że mrzonki o robieniu nowych, trudnych dróg bez asekuracji można już włożyć między bajki. Nie chodzi tu bynajmniej o pozbawienie wartości "żywców", a tylko o rozgraniczeniu pomiędzy rozwiązaniem problemu, a sposobem przejścia drogi, która już istnieje. Po określeniu czym mam zamiar się zająć, należałoby przejść do meritum czyli do pytania "możliwe, czy nie możliwe?". Aby nie rozwodzić się nad rozwiązywaniem problemów w rodzaju, "jak przejść ten komin czy trawiasty stok?" skupimy się na granicy ludzkich możliwości.
Czym jest ta magiczna granica. Otóż na pewno nie jest powierzchnią szyby (typowy przykład niemożliwego). Granicą ludzkich możliwości jest to, co przebyto najtrudniejszego, a nie to, czego nie zrobiono. Ale jak to się dzieje, że to coś skrajnie trudnego powstaje. Nie tak dawno uważano (mam na myśli grupę wiodących wspinaczy z Południa Polski), że wystarczy na przewieszonej ścianie wykuć dziurki czy listewki w odpowiednich odległościach i już mamy ekstrem. Ten tok rozumowania naznaczony jest jednak poważnym błędem. Mam na myśli ograniczenie w możliwościach twórczych i wyobraźni autora prac rzeźbiarskich. Jest jednak pewien twórca, który tych ograniczeń nie posiada! Mam na myśli NATURĘ, cokolwiek dla różnych ludzi to znaczy. Naturę nie w tym sensie, że my jako dzieci natury możemy w dowolny sposób kształtować otoczenie (w tym i rzeźbę skalną), tylko naturę samą w sobie. Naturę, która nie brała pod uwagę słabości poprzednich pokoleń wspinaczy, brak hiszpańskiej gumy i miękkiej "buły". Naturę która stworzyła wszystkie możliwe stopnie trudności od najłatwiejszych do nieskończoności. Naturę która stworzyła stopnie i chwyty nie biorąc pod uwagę przypakowania lokalnych mistrzów, jak i ich parametrów. Zakładając, że stworzyła wszystkie trudności, każda dziura wywiercona na pozornie gładkiej płycie jest zepsuciem trudniejszej drogi w przyszłości. Z dowodami każdy zainteresowany spotkał się nie raz. Jeszcze nie tak dawno płyta na Cimie w Podzamczu była gładka i mało kto widział tam możliwość zrobienia dróg klasycznych; w chwili obecnej każda z nich jest pocięta gęstą siatką dróg o różnych trudnościach. Pamiętajmy o tym, że dwadzieścia lat temu, za wyjątkiem kilku hakówek nie było tam żadnej drogi. Fakt, że w kilku miejscach użyto dłuta, spowodował tylko zmniejszenie trudności drogi i nic poza tym. Pewien chwyt "Ommadown Direct" na Gołębniku bez którego da się przejść bardziej direct, a do tego łatwiej od wariantu podkutego - jest już przysłowiowy. Przykładów tego typu jest więcej, ale pominę je milczeniem aby nie nadawać im zbytniego rozgłosu. Oprócz celowego kucia chwytów i stopni są także inne rodzaje ingerencji człowieka w naturalną rzeźbę skały. Rozkuwanie szczelin i otworów w trakcie haczenia, usuwanie ostrych krawędzi dziurek w trakcie czyszczenia skały, obrywanie luźnych fragmentów skały, czyszczenie z roślinności i usuwanie ziemii z chwytów, czyszczenie szczotką drucianą stopni, pogłębianie naturalnych wymyć itp. Wszystkie te zabiegi, jeżeli są wykonywane w sposób wyważony i bez przesady, nie stanowią zbytniej ingerencji w naturalną rzeźbę, aczkolwiek ułatwiają późniejsze przejście. Wiele dróg jurajskich, szczególnie tych łatwiejszych (VI.1-VI.4) zawdzięcza swe powstanie pracowitym "hakmistrzom" i pozostałym po nich "hakodziurom". Traktowane są one obecnie, jak naturalna rzeźba  skalna i raczej nikt nie haczył dróg trzydzieści lat temu, aby jego dzieci mogły robić skałkowe standardy. Wszystko co wcześniej napisałem nie przybliżyło nas jednak do odpowiedzi na postawione pytanie "czy są jeszcze problemy wspinaczkowe?". Odpowiedź na nie jest prosta, ale zawiera pewną pułapkę w postaci słowa "jeżeli". Natura zadała nam problemów nieskończenie wiele, JEŻELI nie będziemy jej poprawiać. I nie o ilość tu chodzi, ale o czas rozwiązywania tych najtrudniejszych. Wraz z podwyższaniem trudności (przesuwaniem granicy ludzkich możliwości) będzie się wydłużał czas realizacji problemów. Pytanie, czy wystarczy nam cierpliwości? Zdaję sobie sprawę z tego, że łatwiejsze drogi zostaną zrobione wcześniej i jeżeli  nie pozwolimy sobie na kucie pozostaną problemy tylko naprawdę trudne, a o to chyba idzie. Niech o pokonanie tych trudności walczą następne pokolenia. Tymczasem trwa wyścig o zaliczanie co ciekawszych formacji skalnych, nie zawsze zgodnie z tym co napisałem. Wykuć, ale zrobić - ta myśl przyświeca autorom niektórych realizacji. Powstają drogi trudne, ale nie najtrudniejsze. Aby zrobić naprawdę trudną drogę należy być cierpliwym. Wypatrzywszy wolny od drogi i gładki kawałek skały należy mu się przyjrzeć. Wypatrzenie hipotetycznego przebiegu drogi narzuca nam start i koniec. Potem należy zjechać na linie i przyjrzeć się temu co wypatrzyliśmy z dołu. Drogi naprawdę trudne, początkowo wydają się niemożliwymi do przebycia. Wraz z kolejnymi przymiarkami zauważamy rzeźbę układającą się w logiczny ciąg. Później stwierdzamy, że poszczególne chwyty i stopnie są nimi naprawdę. Po tym gdy ten chaos ułoży nam się w ciąg, rozpoczyna się praca wyobraźni. Poszczególne chwyty i stopnie układają się w sekwencje, przyzwyczajamy się do widoku siebie w tym otoczeniu. Wszystko to dzieje się w sferze wyobraźni. Czasem jest to uświadomione, najczęściej jednak odbywa się w podświadomości. Z czasem nadchodzi jednak moment realizacji. Wieszamy "wędkę" i okazuje się, że nie puszcza. Gdzie tkwi błąd? Niestety w tym momencie najważniejsza jest silna wola i cierpliwość, której większości brakuje. Sięgają po śrubokręt, dłuto, wiertło i ... . A wystarczy odrobina cierpliwości. Po pierwszych niepowodzeniach zaczynamy robić pojedyncze przechwyty, później łączymy je w sekwencje trzy, czteroprzechwytowe. Potem następuje moment w którym potrafimy przejść (z wieloma blokami) całość. W zasadzie dopiero teraz powinno się mówić o problemie wspinaczkowym. Potem nadchodzi czas łączenia w dłuższe odcinki, zmniejszania ilości bloków. Na sam koniec przechodzimy w ciągu z górną asekuracją. Jest droga! I tu pojawia się kolejny problem. Czy przejście drogi z górną asekuracją ma jakąś wartość? Otóż, moim zdaniem - TAK! I aby uciąć wszelką dyskusję, od razu wkładam tak przebyty kawał skały w odrębną dziedzinę wspinania - bouldering. A to że z górną asekuracją nie ma większego znaczenia. Jeżeli chcemy aby rzeczony problem nabrał wagi drogi wspinaczkowej, musimy poświęcić jeszcze sporo czasu na przygotowanie przelotów, nauczenie się wpinek, pokonanie strachu i kilka kolejnych niedogodności. Po wielu próbach, miesiącach a czasem latach pracy powstaje droga. Jeżeli do realizacji projektu zabrał się wspinacz pokonujący trudności w okolicach granicy ludzkich możliwości - powstaje naprawdę trudna droga. Ale czy komuś z mistrzów wystarczy cierpliwości? Osądźcie sami. 

"Kuchar"
(1kB)

(1kB)
Strona główna | Aktualności | Zawody | Artykuły | Przegląd prasy | Sztuczne ściany | Galerie | Topo rejonów | Szpej | Katalog | Message board | Sklep | rP media
(1kB)
e-mail: info@redpoint.pl
(c) 1999-2010 red point grafix
Strona zoptymalizowana dla rozdzielczności 800x600 lub wyższej, true color, hosted by PDI
(1kB)