(1kB)
(2kB) Proszę to wszystko wyrównać do K... Nędzy!

Jako młode pacholę uczony byłem wielu rzeczy. Również tego, że człowiek różni się od zwierząt, między innymi tym, że (nie obrażając zwierząt) potrafi motywować swoje działania. Nie tylko te fizyczne i fizjologiczne, ale również te w sferze duchowej. Jak wielu innym, wydawało mi się, że jestem zdolny motymować swoje poczynania w każdej z tych sfer. Jakże więc zaskoczony byłem, gdy pewnego letniego wieczora w miłej knajpce, przy piwie, pewna urocza Blondyna rzyciła mi pytanie: "Dlaczego uprawiasz wspinaczkę?"

Niektórzy z Was pomyślą, że odpowiadanie na tak bezsensowne pytanie, na które odpowiadali już przecież wszyscy wielcy wspinacze, jest bezcelowe. Dlaczego więc wyważać otwarte drzwi i robić sobie tyle kłopotów? Ano, dlatego, że z natury jestem przekorny i jak powiedział inny wielki człowiek, "kłopoty to moja specjalność". Nastawiłem moją psychę bojowo, powęszyłem pod wiatr i poszedłem bliżej nie określonym tropem. Jakich to aktów odwagi dokonałem, aby rozwiązać ten problem? Moja delikatna struktura psychiczna i ledwie co ukształtowany światopogląd narażone zostały na kompletną demolkę. Zacząłem od rozmów z innymi ludźmi. Rozmawiałem z kim popadło, od strażaka przez księdza aż po psychiatrę. I nic. Sięgnąłem po literaturę. Przeczytałem wszystko, co wpadło mi w ręce, począwszy od periodykÓw wspinaczkowych, poprzez Biblię (historia wspinającego się Mojżesza na Górę Synaj), do "Kapitału" Marksa (o wywyższeniu klasy robotniczej). Niewiele mi to dało, o ile cokolwiek. W dużej jednak mierze zamazało obraz przyczyn mojego postępowania, a moje poczucie przynależności do gatunku homo sapiens oddalało się ode mnie wprost proporcjonalnie do efektów zgłębianego przeze mnie zagadnienia.

Co prawda było kilka ciekawych wypowiedzi. Jedni mówili, że w górach pociągają ich ludzie - partnerzy przepełnieni poczuciem honoru, wspólnoty, odpowiedzialności i odwagi. Inni, że wspinając się ekstremalnie, wywołują mistyczną więź z Bogiem, Kosmosem lub innym Pierwiastkiem Nadprzyrodzonym. Rekord świata bezstronnego podejścia do tej sprawy pobił pewien spryciarz, który wykpił się mówiąc: "Wspinam się po górach bo są". Dobre co? Kurde, genialny Zygmunt F. już powiedziałby mu dlaczego się wspina na te sterczące szczyty.

Niestety, ja nie miałem żadnego geniusza pod ręką, by mnie oświecił. Sam niczego mądrego wymyśleć nie mogłem, mimo przyswojonej wiedzy. Wszystkie moje wysiłki dały mi jedynie odpowiedź na pytanie - co mnie nie motywuje? A nie motywuje mnie na pewno odwaga. Boję się jak cholera. Na pewno nie wspinam się też z miłości do przyrody, gdyż w trudnościach, odwrócony jestem do niej plecami i nie dostrzegam jej. Sytuacje ekstremalne wywołują we mnie raczej złość i potok niecenzuralnych wypowiedzi pod adresem drogi, partnera, swojej głupoty i reszty świata. Ludzie doprowadzają mnie zresztą czasami do szewskiej pasji, bo albo dają za duży luz albo wcale. Reasumując - po jaką cholerę to robię, nie wiedziałem. Popadłem we frustrację, przestałem się golić i z każdym dniem zaczynałem upodabniać się do swojego Psa. Warczałem na ludzi i łakomie spoglądałem na Pedigree Pal. Ogarnęła mnie czarna rozpacz. Moja świadoma egzystencja została zagrożona, a ja nie miałem czego się chwycić (chyba, że brzytwy). Skończyłoby się to wszystko tragicznie, pewnie u czubków, gdzie dostałbym ciasne ubranko, gdyby nie Geniusz Stwórcy.

Pewnie nie raz, nie dwa razy, stawaliście w swoim życiu przed trudnym problemem, który pozornie Was przerastał. Tak było ze mną i gdy straciłem nadzieję, w magiczny sposób, poza udziałem mojej świadomości, dokonał się cud i przyszło olśnienie. Gdzieś w mojej podświadomości przebiegał niezwykłe złożony proces analityczny, którego etekty ujawniły się w sytuacji dość ekstremalnej. Pewnego dnia ziała pode mną niezła lufa, a w bliskiej perspektywie czekał na mnie lot z wahadłem. I w tych oto okolicznościach padła złota myśl, rewolucyjna zgoła - "k...a, jak ja tego nienawidzę".

Doznałem iluminacji, pod wpływem której wzleciałem do góry, wpiąłem się do starego haczora i posadziłem dupę na półce. Dokończyłem drogę z niezwykłą lekkością i świadomością, żę wspinam się z nienawiści do wszystkiego co sterczy "ponad". Byłem wreszcie wolny, odzyskałem twarz i szacunek do siebie samego. Znów mogłem chodzić z podniesioną głową i ogoloną brodą. Już wiedziałem, że kocham tylko to, co płaskie, otwarte stepy, horyzont niczym nie skalany.

Moja nienawiść do "Sterczącego" jest pierwszej wody. I choć być może jest ono piękne i monumentalne, to nie da się z tym nic zrobić. Można to tylko poczuć pod stopami i mieć cichą nadzieję, że ktoś, kiedyś, to wszystko wyrówna do k...y nędzy.

Wasz Baron von Katz

(tekst ukazał się w periodyku Brytan nr 14, zamieszczony w redPoincie za zgodą autora)
(1kB)

(1kB)
Strona główna | Aktualności | Zawody | Artykuły | Przegląd prasy | Sztuczne ściany | Galerie | Topo rejonów | Szpej | Katalog | Message board | Sklep | rP media
(1kB)
e-mail: info@redpoint.pl
(c) 1999-2010 red point grafix
Strona zoptymalizowana dla rozdzielczności 800x600 lub wyższej, true color, hosted by PDI
(1kB)