(1kB)
(2kB)
Nie mogę narzekać
wywiad z Chrisem Sharmą

Wywiad z Chrisem Sharmą, którego udzielił podczas swojego pobytu w Czechach związanego z pokazem slajdów w centrum wspinaczkowym Smíchoff w Pradze w lecie 2009 roku.

Czy byłeś kiedyś wcześniej w Czechach?
Nie, to mój pierwszy raz.

Czy wiesz coś na temat naszego wspinania?
Tak. Macie rejony piaskowcowe, wspinanie tradycyjne, bez magnezji, na węzełkach. To mnie ciekawi, chciałbym zobaczyć te rejony, ale nie mam czasu tym razem. Mam bardzo napięte terminy. Jutro jadę do Mediolanu, a kolejnego dnia - do Francji.

Chciałbyś się tu powspinać?
Tak. Zawsze wspinam się w wapieniach - moje najtrudniejsze drogi zrobiłem w wapieniu. Interesuje mnie wspinanie na innym rodzaju skały - jak piaskowiec, np. w Red River Gorge albo tutaj. Byłoby fajnie.


Chris Sharma podczas 10. Explorers Festival w Łodzi w 2008 r., fot. Maciek Stępniak

Zacząłeś się wspinać w wieku 12 lat, teraz masz 28 lat. Gdybyś spojrzał wstecz, jak opisałbyś swój progres w ciągu ostatnich dziesięciu lat?
Dziesięć lat temu... Byłem już bardzo zmotywowany do wspinania, ale myślę, że wciąż nie traktowałem tego aż tak poważnie. Chociaż muszę przyznać, że było to dla mnie ważne, kiedy miałem 13, 14, 15 lat, ale wtedy złapałem kontuzję. I był to czas, kiedy czułem się niepewnie, nie wiedziałem, kim jestem. Nie byłem pewny, czy chcę kontynuować moje życie jako wspinacz. Myślałem, że byłoby fajnie robić coś innego. Więc z tego powodu nie byłem aż tak zaangażowany. Ale teraz jestem o wiele bardziej zmotywowany do wspinania i mojego stylu życia.

Wydaje mi się, że ostatnio twoje wspinanie związane jest z twoją samorealizacją, czy też stało się sposobem na to, abyś poznał siebie lepiej. Mam rację?
Tak, na pewno, mogę powiedzieć, że dobrze jest mieć pasję, coś, co nadaje kierunek mojemu życiu. Więc kiedy pracuję nad nowym projektem, to wiem dokładnie, co mam robić, wszystko jest takie oczywiste. Dla mnie wspinanie nie jest sportem, ale aktywnością, stylem życia, sposobem na wyrażenie siebie, działalnością artystyczną. To mój sposób bycia sobą. Nie musisz przestrzegać żadnych zasad. Po prostu znajdujesz nowe drogi. To mnie motywuje, żeby wyjść z domu i spotkać się z ludźmi.

Spędziłeś jakiś czas w klasztorze buddyjskim na medytacji. Potrzebowałeś po prostu trochę czasu dla siebie, oderwania się od wspinaczkowego cyrku, czy też wybrałeś to miejsce, by popracować nad sobą, by pójść do przodu we wspinaniu? Jaki był główny cel twojego pobytu w klasztorze?
Tak, spędziłem trochę czasu w Indiach, Japonii, Kalifornii. Jak już wspomniałem, przed kontuzją byłem tak nakręcony na wspinanie, i taki szczęśliwy, ponieważ wspinanie było dla mnie wszystkim. Kiedy miałem kontuzję wiązadła w kolanie, nie mogłem się wspinać przez 8 miesięcy, i wtedy zdałem sobie sprawę, że będę musiał być w stanie odczuwać szczęście nie z powodu wspinania, ale dzięki innym rzeczom, które robię. Po prostu nie być zależnym od wspinania, więc zrobiłem sobie przerwę, by poznać siebie samego od innej strony. To mi bardzo pomogło. I kiedy wróciłem do wspinania, było to dla mnie coś świeżego, odkrywanie czegoś nowego. Zawsze ważne jest dla mnie, by było w tym coś świeżego. To nie jest obowiązek ani praca. To jest coś, co wybieram, bo to lubię. Wspinanie to coś, co robimy przez całe życie. Nigdy się nie zmuszam, żeby na przykład robić 10 dróg dziennie. Kiedy jestem zmotywowany, idę się wspinać, jeśli nie jestem, wtedy nie idę. Dlatego motywacja wróciła w sposób naturalny. Problem jest pewnie wtedy, gdy ktoś staje się zawodowym wspinaczem, wtedy wspinanie staje się czymś w rodzaju pracy, jest wiele oczekiwań, presja. Ni stąd ni zowąd przestaje to być zabawą. Widziałem wielu wspinaczy, którzy stali się zawodowcami i przestali cieszyć się wspinaniem.

Jesteś sponsorowany przez Pranę i Evolva. To pociąga za sobą zobowiązania. Czy czujesz jakąś presję z ich strony?
Jak już wspomniałem, wspinanie to nie jest typowa praca. To coś kreatywnego, coś, co pochodzi z twojego wnętrza, musi być wynikiem inspiracji. Jeśli jest presja z zewnątrz, to przestaje to być zabawą. Myślę, że miałem szczęście, ponieważ nigdy nie miałem presji ze strony sponsorów, a moi rodzice wspierali mnie od samego początku. W swojej głowie oddzielam dwie rzeczy: idę się wspinać i to mi sprawia przyjemność oraz jest moment, kiedy muszę pracować - muszę jeździć z pokazem slajdów lub robić zdjęcia - to jest ta obowiązkowa część bycia zawodowym wspinaczem. Więc kiedy mam do wykonania swoje obowiązki, koncentruję się na tym, a kiedy idę się wspinać, po prostu koncentruję się na wspinaniu. Myślę, że mogłoby to być problemem, gdyby to się pomieszało. Gdybyś to robił jako biznes, to mogłoby to być stresujące. Ważne jest, by oddzielać te dwie rzeczy po to, by doświadczać wspinania w czysty i świeży sposób. Zabrało mi to sporo czasu, by znaleźć ten balans. I chociaż nie ma presji z zewnątrz, wciąż czuję ją w sobie. Może myślałem, że chcę robić coś innego, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że wszyscy moi przyjaciele pracują i jakie mam szczęście, że mam możliwość się wspinać. Zacząłem angażować się bardziej we wspinanie. Wspinanie to moje życie. Ważne jest, by się tym cieszyć, jeśli nie ma radości, to coś jest nie tak. Wspinanie to jest to, co wybraliśmy, aby dawało nam szczęście. To nie jest tak, że robimy coś, co zmieni świat. Po prostu się wspinamy, a nie ratujemy świat. To jest dla nas ważne. Możesz być sfrustrowany w danej chwili, ale myślę, że zawodowi wspinacze muszą szukać tej równowagi.

Powiedziałeś: „Nie sądzę, że byłem w stanie skoncentrować się na czymś w taki sposób jak na wspinaniu. Ono całkowicie ukierunkowuje moją energię w taki sposób, że kompletnie tracę głowę. I to jest takie wspaniałe uczucie”. Więc nawet wspinanie jest dla ciebie medytacją?
Z pewnością. Medytowanie było dla mnie ciężką sprawą - aby twój umysł był skoncentrowany, by nie myśleć o niczym, zwłaszcza kiedy tak sobie siedzisz. Dla mnie wspinanie jest takim zajęciem, które mnie całkowicie pochłania, jest świetną ucieczką.

Czy pozbycie się własnego ego pomaga ci podnieść poziom wspinania?
Myślę, że tak. Bardzo trudno jest pozbyć się własnego ego w ten sposób, ale kiedy się wspinam i jest naprawdę bardzo trudno, wtedy nie myślę o niczym innym.

Myślisz, że te wszystkie negatywne aspekty, takie jak wycena dróg czy dążenie do sukcesu, popychają wspinaczy do podnoszenia poprzeczki?
Tak, na pewno. Kiedy próbujesz zrobić jakiś projekt przez wiele dni, tygodni, miesięcy, wiesz, że fizycznie jesteś w stanie to zrobić, ale tak wiele dzieje się w twojej głowie, że spadasz. Więc lepiej nie podchodzić do projektów zbyt serio, nie być świadomym, po prostu wspinać się i być szczęśliwym. Nie starać się zbytnio zrobić drogę, ale po prostu się wspinać. Myślę, że to jest istotne.

Jeśli wymienię Realization, Es Pontas, Jumbo Love  czy Golpe de Estado, co pojawia się w twojej głowie?
Bardzo szczególne wspomnienia. Dla mnie Es Pontas jest najbardziej perfekcyjną linią DWS, uwielbiam ją. Naprawdę lubię robić nowe drogi. To proces kreacji. Tak więc jest to szczególny moment w moim życiu, kiedy znajduję taką ładną linię i zaczyna się ten cały proces wokół niej. Aż tak bardzo nie motywują mnie najtrudniejsze drogi, jak znalezienie czegoś pięknego w naturze.

Czy zamierzasz pojechać jeszcze raz na Majorkę?
Tak, ale nie mam tam żadnego nowego projektu. To jest właśnie mój problem. Dla mnie ważne jest mieć projekt, a nie widzę tam żadnego w tym momencie. Zawsze szukam czegoś nowego, perfekcyjnej linii. Nawet jeśli jest to droga sportowa, to powinna ona być w innym stylu, żeby zmuszała mnie do uczenia się nowych rzeczy. Es Pontas jest taka perfekcyjna linią w tym stylu, i ciężko jest znaleźć coś ładniejszego, co by miało wyższą jakość i motywowało mnie.

Bardzo trudno jest pracować nad DWS. Czy najpierw zjeżdżasz, żeby sprawdzić drogę?
To zależy, nie ma żadnych zasad. Jedyną zasadą jest „bez spitów”. Ale mogę zjechać i sprawdzić chwyty. Za to problem z Es Pontas jest taki, że jest droga tak przewieszona, że nie ma możliwości przećwiczenia strzału, więc musiałem do robic od dołu.

Chciałbym porozmawiać o Realization. Są pewne rozbieżności co do nazwy tej drogi. Kiedy Christophere Lafaille ospitował ją w 1989 r., nadał jej nazwę Biografie. W 2001 r. ty ją poprowadziłeś i zmieniłeś nazwę na Realization. Silvain Millet, robiąc drugie przejście tej drogi, użył znów nazwy Biografie. Trochę to zagmatwane.
Cóż, Arnold Petit założył środkowe stanowisko, więc wszyscy zaczęli nazywać tę drogę Biografie. Natomiast w USA istnieje zwyczaj, że nazwę drodze nadaje osoba, która dokonuje pierwszego przejścia. Jak dla mnie, to można ją nazywać Biografie  albo Realization, naprawdę nie zależy mi na tym, natomiast ja nadałem jej nazwę Realization, ponieważ już istnieje inna droga o nazwie Biografie.

Jak długo pracowałeś nad Realization?
To było tak: Próbowałem ją zrobić, kiedy miałem 16 lat. Wtedy byłem całkiem blisko, ale ciągle spadałem z ostatniego przechwytu. Później wróciłem, kiedy miałem 19 lat, spadałem wiele razy z samej góry i potem zrobiłem ją w następnym roku. Więc był to pewien proces. Bardzo dobre doświadczenie, ponieważ nigdy nie pracowałem nad dużym projektem. Początek i koniec to była lekcja dla mnie, to doświadczenie pomogło mi w życiu. Jeżeli jesteś w coś zaangażowany, to musisz to skończyć.

Po poprowadzeniu Realization zacząłeś nowy trudny projekt. Czy to będzie nowa King Line?
Tak, tak. Bardzo trudne. Dopiero to ospitowałem, ale jeszcze nie zrobiłem. Robię wszystkie przechwyty, ale ciężko sobie wyobrazić zrobienie tego w całości. Może to coś takiego jak Biografie, coś na wyższym poziomie.

Powiedziałeś o Jumbo Love, że jest to najtrudniejsza rzecz, jaką do tej pory zrobiłeś. Czy wciąż tak jest?
Myślę, że moja droga Golpe de estado ma tę samą wycenę, ale cały proces związany z Jumbo Love był o wiele trudniejszy. Jest to długa droga, i na dodatek trudno dostępna, wymaga długiego podejścia. Wyzwaniem było nie tylko samo wspinanie, ale też cały ten proces.

Jakie uczucia towarzyszą ci po skończeniu drogi? Czy to jest szczęście, ulga?
Wszystko. Cały ten proces pokonywania drogi jest bardzo ważny, nie wystarczy tylko odpaść ileś tam razy. Pracujesz nad drogą, próbujesz, marzysz o niej... żyjesz nią. Robisz drogę i jesteś bardzo szczęśliwy. Jeśli nigdy nie zrobiłeś pierwszego przejścia, to jaki jest sens wspinania? Musi być cel. Po skończeniu projektu czujesz się pusty. Dlatego ja zawsze muszę mieć jakiś projekt, wtedy wszystko jest takie oczywiste. Posiadanie celu pomaga mi się skupić, pokazuje kierunek.

Każda droga popycha cię do przodu lub pokazuje ci coś nowego, a potem szukasz kolejnego projektu. Kiedy zamierzasz zakończyć te poszukiwania? Kiedy powiesz, że już dosyć?
Na tym polega życie wspinacza - próbować coś nowego, pracować nad czymś. Sensem wspinania jest znajdowanie czegoś nowego, ale równocześnie musisz odczuwać szczęście. Więc nie ma tu ani początku, ani końca, to ciągły proces, ciągłe poszukiwanie nowych rzeczy, przeszukiwanie natury. Kiedy zrobiłem Biografie, czułem wielką satysfakcję, myślałem, że może już czas, żeby pójść dalej, spróbować czegoś innego. Ale naprawdę kocham wspinanie, więc szukam coraz trudniejszych rzeczy. Zawsze chcę przesuwać granicę swoich możliwości. Może kiedy będę starszy, nie będę w stanie wspinać się po trudnych drogach, ale zawsze są nowe rzeczy do odkrycia, nawet wspinanie sportowe jest po części przygodą, np. eksplorowaniem nowych miejsc, znajdowaniem nowych dróg.

Od długiego czasu jesteś w trasie. Czy myślałeś kiedyś, żeby gdzieś osiąść na stałe? Czy to będzie Hiszpania? Od dziesięciu lat podróżuję non stop. Teraz jestem po prostu szczęśliwy, że mam dom w Hiszpanii, robię nowy projekt i wracam do domu. Dla mnie jest to bardziej zbalansowany styl życia. Ciężko jest być w podróży, robiąc projekt - śpisz w dziwnych miejscach, zawsze jest presja czasu. Więc jakoś jestem już zmęczony byciem ciągle w drodze. Dla mnie Hiszpania jest perfekcyjnym miejscem. Uwielbiam kulturę, ludzi, język i wspinanie. W Kalifornii nie ma dobrych miejsc do wspinania, więc byłem zmuszony do podróżowania. Z drugiej strony było to dobre dla mnie, ponieważ zobaczyłem świat i poznałem tak wielu ludzi. Ale teraz jestem szczęśliwy, że złapałem równowagę.

Ostatnio rzadko bierzesz udział w zawodach. Lubisz powalczyć z kolegami od czasu do czasu czy też udział w zawodach jest częścią twoich kontraktów sponsorskich?
Tak, lubię zawody, robię to dla przyjemności. Dla mnie nie są one wielkim celem wspinaczkowym, ale kiedy biorę w nich udział, poświęcam się im i staram się skoncentrować moją energię na tym jednym momencie. W skałach możesz odpaść i spróbować znowu, a w zawodach musisz dać z siebie wszystko. Dla mnie to zabawa. Może w tym roku spróbuję powalczyć na kilku imprezach.

Co powiesz o nowej generacji wspinaczy?
Taaa, wspinałem się z Adamem Ondrą w Hiszpanii. To bardzo utalentowany wspinacz, na pewno podniesie poprzeczkę. Kiedyś ja byłem młodym wspinaczem,teraz jestem trochę starszy. Fajnie widzieć, jak się rzeczy zmieniają, i fajnie będzie oglądać, co nowe generacje wspinaczy będą robić w przyszłości. Adam jest w stanie podnieść wspinanie na wyższy poziom.

Kiedy zapytałem moich znajomych, o co chcieliby zapytać ciebie, często słyszałem, że o twój trening.
Nie, nie, ja po prostu pracuję nad nowymi projektami, to jest dla mnie trening. Przystawiam się powiedzmy do 9a+ trzy razy dziennie, później ćwiczę na tej drodze - to daje mi motywację do podnoszenia swojego poziomu.

Jestem pewien, że jest wielu wspinaczy, którzy podziwiają cię jako swojego idola. Czy zdajesz sobie z tego sprawę i jak sobie z tym radzisz? Czy to jakoś ogranicza twoje zachowanie na forum publicznym czy twoje wspinanie w skałach?
Naprawdę czerpię dużo radości ze wspinania, lubię być w nowych miejscach, szukać nowych dróg, więc często wspinam się tam, gdzie nie ma aż tak wielu ludzi. Cieszę się, że jestem dla kogoś inspiracją. Czuję się zaszczycony, że mogę motywować innych, lubię się dzielić moim wspinaniem z ludźmi. Po prostu skupiam się na tym, co robię, żeby być po prostu sobą w każdej chwili. W popularnych rejonach ludzie chcą sobie robić ze mną zdjęcia, co może być czasami męczące, ale traktuję to jak pracę. Nie mogę narzekać.

(rozm. Standa, Andrew, Jirka; tłum. Małgorzata Chuchla)


Lezec.cz/Czechclimbing.com dziękuje Chrisowi za poświęcenie swojego czasu na ten wyluzowany i niezwykle ciekawy wywiad.

redPoint.pl dziękuje Lezec.cz za możliwość wykorzystania i przetłumaczenia wywiadu
(1kB)

(1kB)
Strona główna | Aktualności | Zawody | Artykuły | Przegląd prasy | Sztuczne ściany | Galerie | Topo rejonów | Szpej | Katalog | Message board | Sklep | rP media
(1kB)
e-mail: info@redpoint.pl
(c) 1999-2010 red point grafix
Strona zoptymalizowana dla rozdzielczności 800x600 lub wyższej, true color, hosted by NetArt
(1kB)