(1kB)
(2kB) Jak zbić fortunę na wspinaniu w Turcji c.d.
Polskie rejony w Turcji



Wypakowanym po sam dach samochodem pokonujemy 3000 km. Nasza trasa biegnie przez Słowację, Serbię i Bułgarię. Im dalej na wschód tym trudniej, drogi stają się gorsze, temperatura rośnie a gdy docieramy na miejsce wita nas ponad 40. stopniowy upał. Wspinanie w Turcji to zagadnienie, poza kilkoma wyjątkami, nieznane. Każda powieszona lina lub osoba na wysokości wyższej niż 2 metry budzi taką sensację, że komórki i ich megapixele same wyskakują z kieszeni. Ilekroć próbujemy wytłumaczyć „Hadżikow”i - naszemu tureckiemu gospodarzowi, jaki mamy plan, on wydaje się kompletnie nic nie rozumieć. Co prawda kiwa głową i potakuje, ale następnego dnia o poranku znowu pyta o to samo. Dorzućmy jeszcze do tego fakt, że w Turcji nie włada się biegle językami obcymi. Niemniej jednak wszyscy są wielce zainteresowani, pytają lub próbują pytać, spacerują w pobliżu, oferują pomoc, są naprawdę życzliwi.
Dokonujemy wstępnych oględzin skały i okolicy, zapoznając się z tubylcami i osobami, które nie raz okażą się pomocne.
Przede wszystkim pogoda skutecznie „ostudziła” (choć to słowo zupełnie nie na miejscu) nasz zapał. Upał jest niewiarygodny, piasek na plaży jest tak gorący, że nie można stanąć gołą stopą, skała nagrzewa się równie szybko. Jakby tego było mało cała ściana ma południową wystawę więc praktycznie cały dzień jest w słońcu, a w takich warunkach trudno jest cokolwiek wywiercić. Musimy więc wstawać o poranku i ścigając się z cieniem szybko posuwać nasze prace na przód. Gdy już słońce zaczyna palić zostaje nam tylko bulderowanie w sąsiadującej z obozem zacienionej jaskini lub próby wytyczenia dróg typu deep water solo. W tej dziedzinie rejon ma niekończące się możliwości, natomiast nasze możliwości były nieco ograniczone pod względem transportu wodnego. Z racji tego, że co chwilę wydarza się coś czego zupełnie się nie spodziewamy co chwilę jeździmy na jakieś wyprawy w poszukiwaniu „czegoś” nagle niezbędnego. W związku z całym pomysłem stworzenia nowego rejonu, są też do załatwienia sprawy papierkowe. Potrzebujemy zgodę lokalnych władz na obijanie dróg. Jak im to wytłumaczyć po angielsku, skoro nie rozumieją kluczowych słów typu rope lub bolt.
W rezultacie po 3 tygodniach zmagania się z losem okazuje się, że czas pomyśleć o przedłużeniu wizy. Alternatyw było kilka, wszystkie dość kosztowne, nie wiadomo co wybrać. Na sam koniec zupełnie niespodziewanie zostajemy dosłownie zmuszeni do powrotu do Polski i szybkiej akcji pakowania. Nasi Tureccy przyjaciele wydają się być bardzo zawiedzeni. Chcąc nie chcąc wzbudzaliśmy wielkie zainteresowanie wszystkim co działo się na plaży. Zostawiliśmy po sobie dwie nowe obite drogi, które zdołaliśmy wyczyścić i kupę sprzętu w nadziei, że jak najszybciej uda nam się tam wrócić i dokończyć dzieła.
Niecierpliwie oczekujemy szybkiego powrotu do Turcji w celu realizacji projektu „szybki milion na wspinaniu”, jednak Polonia zatrzymuje nas na cale dwa długie miesiące. Pod koniec już zimnawego nieco października wyczekiwany dzień wyjazdu wreszcie nadchodzi. Niezmiennie słoneczna Turcja, jest już opustoszała, a po turystach nie ma śladu. Po raz kolejny podchodzimy do obijania dróg. Skwar już nie jest tak srogi, choć czasem dalej przyprawia o zawrót głowy. Nauczeni doświadczeniem z wyprawy sprzed miesięcy wiemy już jak sprawniej zabrać się do roboty. Poza, poznaną już wcześniej częścią ściany, udaje się dotknąć również jej prawą, „bardziej lądową” połać.
Powoli zaczynamy działać wg stałego rozkładu dnia: śniadanie, wiercenie, czyszczenie, klejenie, na koniec prowadzenie, a w nagrodę kolacja plus film na dobranoc. Po poprowadzeniu drogi krótka, kilkudniowa dywagacja nad jej wyceną, rest i szukanie kolejnego miejsca.
Z czasem pojawiają się pytania natury egzystencjalnej projektu: czy to ma wogóle sens, czy ta skała fajna, czy wspin wypasiony, czy aby nie za krucho, czy aby nie za ciepło, czy aby nie za daleko itp. Zdarzyło się odpaść z chwytami tu i ówdzie, co za tym idzie pomniejszyło się też pole do popisów wspinaczkowo-wiertniczych, ale wspin powstały warty jest zachodu i odwiedzenia miejsca podczas pobytu w tej części Turcji. Z największego i najbardziej popularnego Geyikbayiri to około 200 km. Jednak podświadomie ciągle szukamy dodatkowych możliwości i po kilku bezsennych nocach postanawiamy poszukać innych alternatyw w okolicy, żeby to wszystko w przyszłości miało „ręce i nogi”. Z radością pomieszaną ze zwątpieniem stwierdzamy, że jest w czym wybierać i mogłoby to mieć sens, gdyby nie ten ciągły brak miliona. Kombinujemy na wiele sposobów spotykając się z coraz to ważniejszymi mieszkańcami Gazipaszy jednak znowu mijają 3 tygodnie i nieubłagany powrót do Polski.
Zmiany pogodowe odczuwalne są już nawet na południowym wybrzeżu. Częściej pada, zdarzają się nawet burze. Udaje nam się posunąć do przodu o kolejne 3 długie, piękne, nowe linie.
Poza tym staramy się również powoli podejść do aspektu legalizacji owego projektu. Chcąc obijać nowe drogi w Turcji trzeba uzyskać pozwolenia od kilku osobistości i organizacji. W tym celu udajemy się do osławionego Geyikbayiri. Tam przynajmniej nie mamy wrażenia, że to o czym mówimy to czarna magia. Na znak naszych dobrych intencji i chęci współpracy tam również dorzucamy nową drogę. Trio de Ligoville w sektorze Mevlana to nasz polski ślad po wizycie w tym uroczym miejscu.



Pod koniec listopada nadchodzi niechciany dzień powrotu do Polski, pada już prawie codziennie, a 30. stopniowe miłe dzionki poszły w zapomnienie. W Istambule widzimy pierwszy śnieg, co tylko wróży czego się spodziewać dalej. Tym razem również nie powracamy do domów jako milionerzy, ale z bagażem doświadczeń i bardziej oswojeni z tym „trochę dzikim wschodem”. Na kolejną wyprawę przyjdzie nam nieco poczekać. Niewyczerpalne środki finansowe nagle się wyczerpały, jednak wierzymy, że nasz „dochodowy projekt” ruszy kiedyś do przodu i pozwoli w spokoju dożyć sędziwej starości.

Po całej wyprawie jeszcze spostrzeżeń kilka: tylko 3% terenu Turcji leży w Europie, reszta to już Azja, a co za tym idzie zupełnie inna mentalność, kultura, religia i zwyczaje i niewątpliwie da się to odczuć w mniejszych miasteczkach nieskażonych jeszcze turystycznym biznesem. Tam wzbudzaliśmy zainteresowanie samym strojem czy kolorem włosów. Coś takiego jak troska o środowisko to raczej nieznane pojęcie. Śmieci wyrzuca się gdzie popadnie. Granica turecka jest niewiarygodnym wysypiskiem śmieci. Kwestia, która może być uporczywa w większych miastach to brak cen w sklepach, które zdają się być dostosowane do kraju pochodzenia kupującego. Kierowcy zatrzymują się tam gdzie im żywnie przyjdzie na to ochota, nie bacząc na przepisy, pasażerów często jest tylu ile tylko auto pomieści, a najważniejsze to trąbić bez żadnego powodu. Policja zdaje się być obojętna na wszelkie tego rodzaju wybryki. Poza tym Turcy to prawdziwi patrioci, nade wszystko kochają Ataturka i flagę narodową, więc wszelkie niekorzystne uwagi na te tematy lepiej zachować dla siebie. Są gościnni i otwarci, a gdy my Europejczycy mówimy o czymś co dla nas jest jasne jak słońce oni nie rozumieją nic.

Ann, Maras i Rafik

Dane techniczne:
Wszystkie drogi ubezpieczyliśmy wklejanymi ringami Climbing Technology, natomiast stanowiska zjazdowe to wklejane kotwy (plakietka Petzl) połączone łańcuchem z mailonem. Wyceny to propozycje, stąd też są łamane, mamy nadzieje że kiedyś zostaną potwierdzone i się ugruntują?

Nasze nowości to:

Gazipasza / Kizilin Beach:
 Ancyra 6a+ / 25m / 9R+stan.; FA: Ania Kowalska, pierwsza droga na ścianie?,
 Head Blockade 7b+/c / 30m / 14R+stan.; FA: Rafał Porębski, RP: Marek Kazior,
 Sit on My Tits 7b+/c / 30m / 13R+stan.; FA: Marek Kazior, FLASH: Rafał Porębski,
 Kizilyn 6c+/7a / 35m / 14R+stan.; FA: Rafał Porębski, RP: M. Kazior, RP: A. Kowalska,
 Clowning 7a+/b / 35m / 15R+stan.; FA: R. Porębski, OS: M. Kazior.

Geyikbayiri / sektor Mevlana:
 Trio de Ligoville 8a / 25m / 12R+stan.; FA: R. Porębski, RP: M. Kazior.


W międzyczasie, m.in. udało się pociągnąć:

Rafał Porębski:
 Ikarus 8a+ FL (Geyikbayiri),
 Mevlana 7c+ OS (Geyikbayiri),
 Junimond 7c+ OS (Geyikbayiri),
 Family Affair 7c+ OS (Geyikbayiri),
 Anaconda 7c OS (Geyikbayiri),
 Tenten Konglomerada 7c OS (Geyikbayiri),
 Iluzja Mocy IX/IX+ OS (Jaroniec).

Marek Kazior:
 Pusht Bush 7b+ OS (Geyikbayiri),
 Back on Funky Planet 7b+ OS (Geyikbayiri).

Ania Kowalska:
 Turkiye'ye 7b RP (Geyikbayiri),
 La Pierre Philosophale 7a RP (Tarn),
 Butinage Alienique 7a RP (Tarn),
 Bartabas 7a RP (Geyikbayiri),
 Camelita 7a RP (Geyikbayiri).


Sponsor wyprawy: Activa

Wsparcie sprzętowe: Hilti, Semakor, Nepa, Uax
(1kB)

(1kB)
Strona główna | Aktualności | Zawody | Artykuły | Przegląd prasy | Sztuczne ściany | Galerie | Topo rejonów | Szpej | Katalog | Message board | Sklep | rP media
(1kB)
e-mail: info@redpoint.pl
(c) 1999-2010 red point grafix
Strona zoptymalizowana dla rozdzielczności 800x600 lub wyższej, true color, hosted by NetArt
(1kB)